Opinie o diecie

Opinie czytelników bloga o diecie przyspieszającej metabolizm

Jeśli chcesz zamieścić tutaj swoją opinię o diecie przyspieszającej metabolizm – napisz do mnie.

 

Mariusz

Działa ta dieta… W 28 dni poleciało mi ponad 10 kg, i dalej waga leci w dół. 15 kg w sumie – na razie, bo jestem w trakcie 2. miesiąca diety. Byłem na wielu dietach i nic… Kazali odmierzać gramy na posiłki danych produktów itp. Tutaj jesz ile chcesz, ale później sam odstawisz „korytko”, bo nie będziesz już tyle potrzebował. Byłem sumienny, nie piłem alkoholu, kawy przez okres kwarantanny 28 pełnych dni, a teraz kawa mi nie smakuje.

Waga ruszyła w dół dopiero po 1,5 tygodnia (myślałem, że mam popsutą) i leci powoli dalej w dół. Mam dużo energii, wigoru i mnóstwo chęci do życia. Teraz basen, siłownia i lecimy dalej moi drodzy w dół z wagą! Bo przy nic nie robieniu, tylko jedzeniu z tych przepisów poszło 15 kg, a planuję utrzymać to, co do tej pory osiągnąłem i poprawiać efekty ciężkiej pracy i wyrzeczeń.

Ja osobiście podpisuje się pod tą książką obiema rękami i pamiętajcie że 28 dni to nie długo, tylko zróbcie to dla siebie rzetelnie, sumiennie i nie oszukujcie samych siebie z podjadaniem słodkiego i między posiłkami, a zobaczycie fajne efekty. A jeszcze fajniej to brzmi w ustach ludzi, którzy chwilę Cię nie widzieli. Nie wkurzaj się, gdy będziesz musiał po miesiącu zmienić garderobę, bo wszystko będzie wisieć na tobie, jak na wieszaku, mnie to cieszyło. Zakładam ciuchy, o których tylko mi się marzyło, ale jak mówię – lecimy z wagą dalej w dół i się nie poddajemy.
Pozdrawiam wszystkich- mam nadzieję, że kogoś zmotywuje to do działania, tak jak mnie zmotywowała moja sąsiadka, która w 3 miesiące zjechała ponad 22 kg. Zachęcam, motywuję do zadbania o własne życie, lepsze samopoczucie, i mnóstwa energii…
Pozdrawiam MARIUSZ.




 

Aga, 38 lat

Drodzy Panowie, Kochane Panie,
minęło moje 28 dni. Ważyłam 122,6 kg, teraz jest 118. Mam 38 lat. Na diecie byłam może dwa razy w życiu. Raz schudłam 30 kg i przytyłam zaraz potem 40. Innym razem spadło 20 i przybyło tyle samo. Najgorsze zawsze było to, że w dietach brakowało mi ciast, gdyż jestem „ciasteczkowym potworem”. Na szczęście tu są.

W tym miesiącu zjadłam chyba więcej  warzyw i owoców, niż w ciągu swojego życia. Zawsze jadłam na mieście, taka praca, od rana do wieczora, teraz noszę pudełka i gotuję sobie codziennie. Jakoś zaczęłam mieć ochotę. Bałam się, że zabraknie mi serków i mleka, bo bardzo lubiłam nabiał, ale jakoś nie brakuje mi tego w diecie. Chyba mam jakąś dobrą fazę :). Największym plusem diety jest to, że nikt mi nie narzuca restrykcyjnie, co mam jeść. Mam tyle rzeczy do wyboru. Jest tyle przepisów, że zawsze coś znajdę dla siebie. Eksperymentuję i już wiem, do czego wrócę w następnym tygodniu, a czego raczej nie zjem.

Najtrudniejsza jest dla mnie I faza o poranku. Czuję ogromny głód, ale na szczęście noszę ze sobą „marchewkę ratunkową” do pracy. Generalnie mam trzy produkty ratunkowe: „Marchewkę ratunkową”, kiedy czuję głód między posiłkami w I i II fazie, „chleb ratunkowy” z warzyw w trzeciej fazie, jak mi brakuje pszennego i „ciasto ratunkowe”, odpowiednie dla każdej fazy, jak mnie korci, żeby iść do  cukierni. Codziennie napędzam swój organizm zdrowym jedzeniem, to ważne gdyż jeszcze miesiąc temu napędzałam go mąką, cukrem, mlekiem, kawą i różnymi E.

Mam więcej siły i energii, lepiej mi się myśli. Proszę trzymać kciuki, by udało mi się również w tym kolejnym miesiącu. Autorce bloga, Pani Ewie bardzo dziękuję, za to że trudne rzeczy wyjaśnia w prosty sposób.

Aldona, 53 lata

Dołączam i ja! Dziś dzień 28. diety przyspieszającej metabolizm.
Na początek parę słów, po co mi dieta. Mam 53 lata, koszmarne skłonności do tycia i jestem weteranką dietową (czytaj: przyzwyczajona do małych porcji, z minimalną ilością tłuszczu i węglowodanów). 10 lat temu przytyło mi się nie wiadomo jak i kiedy 16 kg. Wtedy furorę robił Dukan, zawzięłam się i w 3 miesiące zgubiłam ten balast. Waga trzymała się do czasu, kiedy 3 lata temu dopadła mnie menopauza i po zastosowaniu HTZ 6 kg wróciło w podskokach. Czego ja nie próbowałam… No i z nieba spadła mi pani Pomroy ze swoją książką, trochę dla mnie za „amerykańską”, więc trafiłam na ten blog i wsiąkłam.

Dieta sama w sobie nie była dla mnie jakimś szokiem logistycznym, bo od 10 lat odżywiam się z zegarkiem w żołądku co 3 godziny i przyzwyczajona jestem do pilnowania się co jem, niefolgowania słodyczom, właściwie moim jedynym grzechem podstawowym jest skandalicznie mała ilość płynów, które wypijam. Potrafię dzień przeżyć na filiżance herbaty.

Początki były niełatwe ze względu na te ponad 2 „hektolitry” wody z imbirem i cytryną (moje nerki doznały szoku i połowę doby spędzałam w toalecie) i wielkość porcji. Uwielbiam owsiankę i często jem ją na śniadanie  i całkowicie się nią najadam na 3 godz do drugiego śniadania, a kiedy widziałam jeszcze obok miseczkę warzyw, to miałam odruchy wymiotne. Po pierwszym tygodniu, stwierdziłam, że skoro jedzenie ma mi sprawiać przyjemność, to nie może tak być, zwiększyłam ilość warzyw do posiłków w stosunku do tego jak jadam zazwyczaj, ale już nie do końca pilnowałam tych „dwóch szklanek”.

Kolejna niedogodność to białko do każdego obiadu, normalnie robię mięsne obiady 3-4 razy w tygodniu, a latem jeszcze rzadziej, a tu tygodniowe zakupy to mięsa jak dla pułku wojska, ale przynajmniej mój mięsożerny syn był szczęśliwy 🙂 No i te „normalne” teraz sezonowe owoce tylko 2 razy w tygodniu, w 3. fazie ratowały mnie odkryte na potrzeby tej diety hiszpańskie śliwki i portugalskie maliny, które zawsze omijałam z daleka, bo wyglądały „plastikowo”, ale okazały się całkiem „zjadliwe”. Ale miałam takie chwile, że zabiłabym za jabłko albo klementynkę. Dziury po warzywach, które uwielbiam ale nie w ilościach hurtowych zapychała kiszona kapusta, którą uwielbiam, która jest bardzo zdrowa i to ona pozwalała mi przetrwać jakieś chwile, że „coś by się zjadło”.

Generalnie postanowiłam pociągnąć dietę jeszcze przez tydzień, do świąt Bożego Narodzenia, a potem wracać na nią w każdym pierwszym tygodniu miesiąca, zobaczymy jak będzie z utrzymaniem efektów.

A efekty są następujące – 5 kg, 3 cm w biuście (niestety, bo biust mam raczej po ojcu niż po mamie ;-), za to aż 8 cm w pasie (znowu mam talię! :-))) , w biodrach 4 cm, w udzie tylko 2 cm, ale jestem typem gruszką i tam jest moje miejsce strategiczne, gdzie niepotrzebne kilogramy są wręcz przybetonowane.

Więc schudłam tyle, ile chciałam, waga spadała równomiernie, w 1 tygodniu 2 kg, a potem regularnie po 1 kg, więc bardzo zdrowo. Mam tylko nadzieję, że ten metabolizm naprawdę się obudził i nie zaśnie tak od razu. Dietę z czystym sumieniem polecam, choć pewnie lżej na niej będzie osobom z natury „raczej” zdrowo i regularnie się odżywiającym, które muszą coś tam skorygować w tempie metabolizmu, który z wiekiem niesprawiedliwie zwalnia, a przy okazji w wyglądzie.

Dla osób odżywiających się nieregularnie, zapychających się tym co pod ręką, nieprzyzwyczajonych do codziennego przygotowywania posiłków to będzie prawdziwe wyzwanie, przygotowywanie pudełek do pracy, liczenie kiedy wypada kolejna przekąska, planowanie posiłków na tydzień, ale wszystko da się zrobić, ważna jest logistyka i poświęcenie jednego weekendowego popołudnia na przygotowanie różnych „półfabrykatów”, z których codziennie świeżo zrobiony posiłek jest absolutnie możliwy.

Więc Moi Drodzy, naprawdę warto, naprawdę działa i jest wyrazem dbania o zdrowie, a tego wszyscy mamy sztuk 1.
Bardzo dziękuję Ewie, gospodyni bloga Szybka Przemiana, za wielką pracę, świetną motywację, przejrzystość treści, to niesamowicie ułatwia przejście przez tę dietę. Trzymam kciuki za dietujących i za tych dojrzewających do decyzji!

Beata, 52 lata

Witaj Ewo, po pierwsze – bardzo dziękuję za twoje rady i przepisy na blogu! To jedyne miejsce, z którego czerpię wiedzę o diecie, a jestem na niej 6. tydzień.

Zdecydowałam się z 3 powodów:

  • Po pierwsze mam 52 lata i ważyłam 8 kg za dużo, a wszelkie inne diety skończyły się efektem jojo i sporym osłabieniem. Na dodatek przechorowałam się 3 lata temu i najadłam sterydów, co mi nie pomogło w dobrej kondycji fizycznej. Zastanawiałam się, czy moje osłabienie, senność i totalny brak energii nie wynika po prostu z wieku, ale czułam, że coś tym jednak powinnam zrobić. Wtedy – dzięki córce – dowiedziałam się o diecie i odkryłam bloga Ewy 🙂
  • Powód drugi: znajoma córki schudła kilka kilogramów w miesiąc – ale dla mnie ważniejsza była informacja, że dostała taki przypływ energii, że jest w szoku. No i to, że trzeba jeść, żeby schudnąć. To mi dało do myślenia.
  • Powód trzeci: na blogu przeczytałam, że zaczynamy dietę od ziaren, żeby uspokoić nadnercza. Jestem biologiem, więc ta wiadomość mnie olśniła. Wszystko mi się ułożyło w logiczny ciąg. Policzyłam, że obie z córką jemy połowę za mało i to od lat. Jestem od wielu lat na diecie niedoborowej i nawet o tym nie wiedziałam. Przy czym wystarczyło mi myślenie o jedzeniu, żeby stopniowo przybierać na wadze.

Mój organizm otrzymywał spójną informację: jest głód na świecie, śmierć głodowa nadchodzi. Zareagował prawidłowo – jak u wszystkich zwierzątek na zimę albo w okresach suszy – zmniejszył metabolizm do minimum! Tyle, żeby przetrwać do lepszych czasów. Stopień niżej niż sen zimowy czy letarg. Mój mózg otrzymywał informację: nie rób tego, nie ruszaj się, siedź na kanapie, bo jak stracisz trochę energii to umrzesz! Nie uzupełnisz jej, bo nie ma czym. Jeśli tylko coś zjadłam – a ochotę na słodycze miałam stale – to oczywiście organizm wrzucał w „opony zimowe”, czyli na zapas, a nie w energię do wydania. W czasie głodu nie ma sentymentów. Przeżyje ten, kto siedzi w norce i ma największy zapas w boczkach. Żeby pracować i funkcjonować, ratowałam się kawą i siłą woli, ale zmęczenie narastało. To byłam ja sprzed 6 tygodni.

Po tygodniu zwariowanej diety, której ustawienie wymagało postawienia na głowie całego mojego żywienia i spowodowało w kuchni istne pobojowisko, poczułam się niespodziewanie lepiej! W drugim tygodniu ogarnęłam kuchnię i moje codzienne życie. W trzecim – zabrałam się za ogród i nowe przepisy z bloga. Po miesiącu rodzinna uznała, że mam chyba „motorek w d…” bo biegam po domu od świtu i trudno za mną nadążyć. To jestem ja dzisiaj – taka jak sprzed 10 lat. Czuję się jak wybudzona ze śpiączki.

Waga – zgubiłam 2,5 kg, ale w obwodach ponad 3 cm – to daje dużą różnicę w wyglądzie i samopoczuciu. NIGDY nie wrócę już do tego co było. Odkryłam proste sposoby na zdrowe, nieprzetworzone jedzenie, owsianka + kakao+ pomarańcza (przepis), to śniadanie wszechczasów, rosołki uwielbiam, gotowanie mnie już wcale nie męczy! Mogę sobie pozwolić na wydanie nadwyżek energii na cokolwiek. Rano budzę się prawie 2 godziny wcześniej, więc dnia mi przybyło. Myślałam, że jestem sową, a tu nagle zwyczaje skowronka mnie dopadły.

Nie mam ssania na ciastka – te przepisy z diety są super, ale przede wszystkim nie ciągnie mnie do cukru, kawy i konserwantów. Odtrułam się. Jem 2 razy więcej niż dotąd i o dziwo poznałam na nowo uczucie głodu… O przekąskach przypomina mi sam organizm… Kontynuuję dietę, bo jednak chcę jeszcze zgubić parę kilo, ale traktuję wagę na luzie. Zdrowie jest dla mnie najważniejsze. Kilka osób już zaraziłam dietą. Ciekawe jak im pójdzie… Pozdrawiam i zachęcam wszystkich pogrążonych w niskokalorycznym letargu do pobudki. Trzeba jeść, żeby żyć.
Ewo – wielkie dzięki za twoją pracę! Bez bloga nie dałabym rady!  Wydrukowane produkty na każdą fazę, zasady i jadłospisy – to była podstawa, żeby w ogóle brać się do tej diety!




Barbara, 62 lata

Jestem częstym gościem Pani bloga. Nieraz kilka razy dziennie. W połowie października usłyszałam o szybkiej przemianie. Zobaczyłam na własne oczy efekty jej stosowania. Czytałam w kółko, drukowałam zasady i przepisy. Nie do końca wierzyłam, że uda mi się i czy znajdę na to siły. Mam 62 lata. W lutym ważyłam 84 kg przy 165 wzrostu. Od początku ferii zimowych – 15 lutego rozpoczęłam dietę. Reagowałam książkowo, tak jak Pani opisywała. Brzuch opadał. Nagle wszystkie spodnie spadały ze mnie. Ale ja nadal nie wierzyłam, że zmieszczę się w mniejsze. Po 6 tygodniach zgubiłam około 10-11 kg. Wtedy przeszłam na 3. fazę codziennie. Nie było wtedy przepisów na 4. fazę. Minęło 3,5 miesiąca. Ważę 69 kg. Kocham taki sposób odżywiania. Nie odczuwam problemów z ograniczeniami.

Nie dość, że sama schudłam, zaraziłam moje koleżanki z pracy. Teraz około 6 jest na tej diecie i mają już widoczne efekty. Ja jestem ich konsultantką, cha, cha, cha. Takie odżywianie to mój nowy styl. Na proszone obiady robię potrawy z Pani diety. Wszyscy są zachwyceni. Jestem szczęśliwa, że dowiedziałam się o Pani istnieniu.




Elżbieta

O diecie dowiedziałam się od przyjaciółki, która stosowała dietę już 3 tygodnie ( z dobrym skutkiem 🙂 Skąd ona o diecie wiedziała – nie wiem. Przez 2 tygodnie przygotowywałam się do podjęcia wyzwania – przeczytałam chyba wszystko co Pani napisała na blogu. Zadałam też mnóstwo pytań koleżance. 1 lutego rozpoczęłam dietę przyśpieszającą metabolizm :))) Bałam się bardzo, jakie uzyskam rezultaty i w jakim okresie – ponieważ jestem w okresie menopauzy (stwierdzone przez ginekologa, w oparciu o badania hormonów i objawy).

Dietę według faz stosowałam przez 8 tygodni – przez ten czas schudłam 4,5 kilograma. Miałam kryzys w 7. tygodniu – kiedy to „śniły” mi się wszystkie niedozwolone potrawy – np. bułka z z masłem i serem żółtym, którą zresztą w końcu zjadłam – po czym stwierdziłam, że wcale mi tak nie smakowała, jak pamiętałam z okresu, z przed diety – cha, cha. Nie miałam ochoty w tym czasie na słodkości, tylko na tłuste potrawy i do dzisiaj cyklicznie mi się to pojawia.

Po tych 8 tygodniach przeszłam na 4. fazę i  w tym okresie schudłam 2 kg :))). Obecnie robię tygodniową powtórkę diety i dzisiaj na wadze miałam łącznie mniej 7 kilogramów, co jest dla mnie niesamowite!! Wyglądam rewelacyjnie – co potwierdza mąż i koleżanki – mężowi wierzę, bo generalnie nigdy nie ściemnia, koleżankom trochę mniej :-). Ale najważniejsze jest to, że czuję się świetnie!!!

Dietą zainteresowałam się z kilku powodów:

1. Najbardziej przekonywującym argumentem był brak nabiału w diecie. Nabiał zakwasza organizm, co powoduje zaburzenie metabolizmu na poziomie komórkowym, rzeczywiście jedynym dopuszczalnym przez lekarzy naturalistów produktem jest jogurt grecki (chociaż dokładnie nie wiem z jakiego powodu), oni nie zalecają nawet produktów kozich, ze względu na laktozę. Nabiału nie jadłam od 2 stycznia (wtedy jeszcze nie wiedziałam o diecie) i do momentu rozpoczęcia diety schudłam 1,5 kilograma.
2. Dużo warzyw i owoców  – bardzo lubię :)))
3. Umiarkowany ruch – ciężko pracuję na dwóch etatach i po przyjściu do domu, zamieniam się w stworzenie kanapowe :-).
4. Ziarna – długi czas nie jadłam ziaren wszelkich i gdy zdarzyło mi się np. oczyszczać organizm samymi warzywami i owocami przez 3 tygodnie – zrzucałam tylko 0,5 kilograma :((( Na nowo w tej diecie odkryłam smak kasz – pęczaku i jęczmiennej, zdrowymi makaronami też nie pogardzę !!!!!
5. Brak w diecie żywności modyfikowanej – nawet nie wiemy jakie świństwa jemy!
6. Brak cukru – od jakiegoś czasu w kuchni nie używałam już cukru, tylko ksylitol, na rynku są słodkości z ksylitolem – trochę drogie, ale czasami kupię sobie czekoladę czy cukierki. Piekę też zdrowe ciasta, które na zdrowe wcale nie wyglądają :))).
Myślę, że każdy zwraca uwagę na coś innego, ale te argumenty były dla mnie dosyć istotne. Chcę jeszcze napisać o jednej rzeczy – a mianowicie o wodzie. Ludzie generalnie piją mało wody, mimo że trąbi się o tym wszędzie. Przyznaję, że miałam problem nie tyle z piciem samej wody, ale z odpowiednią ilością. Od momentu zmiany moich nawyków żywieniowych swobodnie wypijam 2 litry wody – bo po prostu ciągle chce mi się pić :))). Rano po przebudzeniu wypijam dwie szklanki wody, a po 40 minutach zjadam dopiero śniadanie – organizm potrzebuje około 30 minut na wchłonięcie tej wody. A potem w ciągu dnia, to nawet już tego nie kontroluję – wszędzie chodzę z butelką. Ale się rozpisałam… Jeszcze raz Pani bardzo dziękuję, bo przyznam się, że straciłam nadzieję na ładną sylwetkę, a tu się okazuje, że nawet w okresie menopauzy można być piękną :)))

IndianaM, lat 56, Warszawa

Mam 56 lat i rozpoczynając dietę ważyłam 64,8 kg przy wzroście 177 cm. Nie mam nadwagi, ale marzę o powrocie do kondycji sprzed kilku lat, kiedy ważyłam 61 kg. Przez 5 tygodni stosowania diety zrzuciłam 3 kg, czym byłam zachwycona, bo w ostatnim okresie żadne inne czary typu znaczne zwiększenie aktywności, ograniczenie węglowodanów, etc. zupełnie nie skutkowały.

Największą trudność sprawiło mi poświęcenie dużej ilości czasu na przygotowywanie posiłków. Miałam wrażenie, że kiedy tylko posprzątam po jednym posiłku, muszę przygotowywać kolejny. A życie jest przecież zbyt krótkie żeby prasować ; )) No i wielokrotnie dość długo szukałam informacji o ilościach produktów w przepisach. Książka Pomroy jest bardzo chaotycznie napisana; zdarzają się sprzeczne informacje w różnych rozdziałach, etc. Najbardziej mnie tu ratował blog Ewy!

Odstępstwa. Od początku postanowiłam, że nie zastosuję się do zasady wyłączenia soi. Od kilku lat przyjmuję wyciąg z soi ( to jest moja naturalna HTZ ). Zresztą uważam, że estrogeny mają wpływ raczej na dystrybucję tkanki tłuszczowej, niż na jej gromadzenie, w końcu to z powodu zmniejszenia się poziomu estrogenów tak trudno jest nam utrzymać wagę w okresie menopauzy. No więc zostawiłam swoje tabletki, dodawałam też sos sojowy.

Dwa razy w czasie tych 5 tygodni zdarzyło mi się wypić po lampce czerwonego wina na uroczystej kolacji. Kilka razy nie udało mi się zjeść wszystkiego, co miałam zjeść (szczególnie na początku), albo wypić całej „zadanej” wody. Nie miałam marzeń o słodyczach, bo już dawno się z nimi rozstałam. Myślałam tylko o kromce świeżego razowego chleba z białym serem. Ale zaczekałam z tym do końca diety.

Organizacja. Przesunęłam sobie fazę I na wtorek, bo w pierwszym tygodniu poszłam na wieczorne zajęcia z łososiem wędzonym w torebce i to nie był najlepszy pomysł; łatwiej jest zjeść owoc lub orzechy z fenkułem etc. Ten łosoś wędzony w ogóle mnie zawiódł, bo myślałam, że to będzie najszybsza szamka w II fazie, tymczasem nie byłam go w stanie zjeść bez pieczywa (winda po 2 kęsach). Zamieniłam też podwieczorek z kolacją, bo w środku dnia najczęściej jestem w domu, a wieczorem wychodzę z przekąską w torbie. To jest zresztą tryb do którego jestem przyzwyczajona.

Robiłam wszystko, żeby spędzać jak najmniej czasu w kuchni, więc wszystkie obiady i kolacje przygotowywałam na 2 dni. Wieczorem namaczałam fasolę, ciecierzycę, a rano gotowałam w czasie przygotowywania się do wyjścia, żeby mieć gotowy produkt do potrawy. Zgodnie z zasadami makrobiotyki nie używałam żadnych strączkowych z puszki, bo nie mają one żadnej energii życiowej. Moczyłam z rana ryż dziki lub brązowy i kaszę, żeby pobudzić ich energię. Po namoczeniu dużo szybciej się gotują. Odstępstwem było tylko stosowanie mrożonego szpinaku, ale świeży szpinak zabiera duużo czasu.

Czego się nauczyłam? Jedząc potrawy zgodnie z zasadami diety czułam się dość dobrze, bo nie była to duża rewolucja w stosunku do codzienności. Jednak zauważyłam, że na co dzień jem mniej białka, a więcej węglowodanów. Nie piję też aż tyle płynów. Więc staram się teraz trochę zmieniać dietę w tym kierunku. Zauważyłam, że niektóre bardzo proste dania np. warzywa z fasolą bardzo mi smakują, chociaż nie mają tłuszczu, nie potrzebuję dodawać nawet soli… Pochwała mało przetworzonego jedzenia! Dwa przepisy z III fazy są moimi przebojami: kasza owsiana z tahini na śniadanie i curry kokosowe z ryby!

Co dalej? Z diety wyszłam z powodu zmęczenia tym gotowaniem, chociaż chętnie jeszcze przez miesiąc lub dwa pozostałabym na diecie, żeby ustabilizować metabolizm i uzyskany efekt. Niestety przez ostatnie miesiące dwa z trzech zrzuconych kilogramów do mnie wróciły. Zastanawiam się, na ile jest to kwestia pewnej psychofizycznej równowagi. Jestem przekonana, że jest jakaś naturalna harmonia, której lepiej nie burzyć; lepiej się z ciałem nie siłować. Tylko dlatego zdecydowałam się na zastosowanie diety przyśpieszającej metabolizm, bo nie jest agresywna, ograniczająca. A jednak nadal marzę, żeby ważyć znów 61 kg!

Może latem, kiedy mam więcej czasu, wrócę do diety. Jeśli tak się stanie napiszę Wam o tym.

Tymczasem dziękuję za wsparcie Ewie i forumowiczom (nadal zaglądam na stronę), życzę Wam zdrowia i powodzenia w Nowym Roku oraz Wszystkiego Szczupłego!

Anita

Właśnie zakończyłam 28-dniowy cykl diety. Schudłam równo 4 kg 🙂 To dla mnie duży wyczyn, gdyż przez ostatnie 4 lata nie udawało mi się to mimo bezustannych wysiłków. Mam niedoczynność tarczycy i dużą nadwagę, więc u mnie to dopiero pierwszy krok na drodze do lepszego życia. Jestem szczęśliwa, że znalazłam tę dietę, a właściwie to nie znalazłam, bo poleciła mi ją przyjaciółka. Jak tak dalej pójdzie (trochę boję się zapeszać) i nadal będę chudła, to będę ją na rękach nosić do końca życia 😉
Dieta jest nie tylko skuteczna, ale przede wszystkim przesmaczna !!! A ten blog, w którym znalazłam mnóstwo fajnych przepisów dostosowanych do tego, co można kupić w naszych polskich sklepach, to dla mnie coś wspaniałego. W książce składniki są często są dla mnie „z kosmosu” i choć oczywiście można pokombinować i samodzielnie sobie pozamieniać, to ja niestety z leniwców jestem i myślę, że gdyby nie ten blog, poddałabym się szybko.

Mąż na początku krytykował patrząc, jakie ilości warzyw zaczęłam kupować, jęczał, że „kolejna dieta, kolejny wymysł” nie wierząc w ogóle, że przyniesie to jakiś efekt. Trochę mu się nie dziwię, bo tak jak wspomniałam odchudzałam się baaardzo długo i bez rezultatów.  Ale gdy zobaczył pierwsze efekty najpierw zamilkł, a później zaczął nieśmiało, a stopniowo coraz odważniej próbować, co gotuję i wyjadać mi z garnków 😉

Przez 28 dni zdarzyło mi się zgrzeszyć kawą oraz weekendowym drinkiem niestety z colą zero. Gdyby nie to, pewnie schudłabym jeszcze więcej. Poza tym jedzeniowo chyba trzymałam się tak jak należy.

Podsumowując: ja zaczynam drugi miesiąc z radością i optymizmem, polecam dietę wszystkim, którzy stracili już nadzieję na schudnięcie, bo sama do takich osób należę.

Aaa… i jestem przykładem tego, że nie warto ważyć się codziennie, bo można stracić motywację. Ja tak robiłam i miałam momenty zwątpienia, ponieważ waga w ciągu tygodnia potrafiła się wahać i to sporo, zauważyłam że po weekendzie zawsze był wzrost lub zastój, ale w drugiej połowie tygodnia spadał z nawiązką. Przyjęłam więc, że obowiązujące dla mnie ważenie jest w sobotę rano i kierując się tym mogę powiedzieć, że chudłam dokładnie 1 kg tygodniowo. Pozdrawiam serdecznie Ewę, dziękuję za bloga i proszę o trzymanie kciuków za mój pozytywny ciąg dalszy. :))

Karolina, autorka bloga Cukromania.pl

Z dietą Pomroy spotkałam się po raz pierwszy na początku roku. Koleżanka wysłała mi e-maila z linkiem do tej strony. Moja pierwsza myśl to: „Jejkuuuu, kolejne dietetyczne banialuki. Powymyślane, żeby utrudnić człowiekowi życie itp”. Kiedy jednak zagłębiłam się w dietę, doszłam do wniosku, że ona jest naprawdę zdrowa i rozsądnie ułożona. Co by o niej nie mówić – trzeba przyznać, że bazujemy na produktach naprawdę wspaniałych dla naszego organizmu.

Stwierdziłam, że spróbuję… Czymże jest kolejna dieta wobec tych wszystkich, na których byłam!? Wkurzałam się na początku. Nie umiałam połapać tych produktów, wkurzało mnie ciągłe stanie przy garach. Ale chudłam. Bardzo niewiele i bardzo powoli, ale jednak.

Dzisiaj mamy koniec października i muszę Wam napisać, że dieta jest we mnie tak bardzo zakorzeniona, że stosuję ją już zupełnie nieświadomie. Oczywiście, zdarzają się odstępstwa. W pewnym momencie wprowadziłam bardzo intensywne treningi crossfit. W pewnym momencie wydawało mi się, że zupełnie odstąpiłam od diety, a potem nagle odkryłam, że stosowałam ją zupełnie jej nie stosując (jasne, produkty były wymieszane, musiałam przełamać monotonię, było lato itp). W całym czasie stosowania diety schudłam ok. 13 kg. Piszę około, bo mam duże wahania wagi.

Przyznaję bez bicia, nie zawsze stosuję ją sumiennie i z aptekarską precyzją odmierzam porcje mięsa. Zdarza mi się zjeść całe jajco w II fazie albo kromkę razowca w I fazie zamiast owsianki czy też pstrąga większego niż w założeniu. No i najwazniejsze… Jem owsiankę, której nienawidzę, ale tak się do niej przyzwyczaiłam, że po prostu nie mogę jej nie jeść! Są momenty, kiedy popadam w ogromną samokontrolę, ale też takie, w których trochę odpuszczam. Nic się wówczas nie dzieje…. Nie tyję a po takim dniu, w którym sobie pozwolę na coś „nie z listy”, często mam większe spadki.

Tak jak pisałam, waga spada opornie. Bardzo. Jednak moje ciało zmieniło się tak, że wyglądam jak połowa siebie sprzed diety. Nie kumam tego, jak można nie widzieć spektakularnych efektów na wadze, a zauważać je tak bardzo w wyglądzie. Dzięki diecie (i ćwiczeniom też!) ujędrniło się moje ciało, poprawiła jakość skóry i moje samopoczucie. To zasługa życia bez chemii i bez przetworzonych produktów, dużej ilości warzyw i zdrowych tłuszczy.

Menu upraszczam totalnie.
W I fazie zjadam:
Śniadanie:owsiankę z dozwolonym owocem sezonowym + duże warzywo
II śniadanie: owoc (teraz grejfruty sweetie, które uwielbiam i gruszki)
Obiad: szpinak, pierś kurczaka smażona na teflonie, ryż brązowy/kasza gryczana
Podwieczorek: owoc (jak wyżej) + duże warzywo
Kolacja: puszka tuńczyka albo ryba z puszki w pomidorach plus duuuuuużo warzyw (plus czasami trochę ziaren, które zostaną z obiadu)

W fazie II:
Śniadanie: łosoś z ogórkiem
Przekąska: kabanosy z Biedronki (z kurczaka, bez konserwantów) + papryka lub inne warzywa dozwolone
Obiad: pstrąg pieczony w piekarniku lub smażony bez tłuszczu + kapusta kiszona
Przekąska: kabanosy z Biedronki (z kurczaka, bez konserwantów)
Kolacja: puszka tuńczyka z sałatami albo dozwolonymi warzywami. Teraz też czasami jem Newellę.

W fazie III (jestem w niebie 😛 ):
Śniadanie: placek owsiany z domowej roboty dżemem (słodzonym ksylitolem), smażony na oleju kokosowym i posypany siemieniem lnianym, słonecznikiem, dynią
Przekąska: 1/2 awokado z pomidorem (lub innym dozwolonym warzywem, natką pietruszki lub czosnkiem odrobiną oliwy) albo jem hummus, który pokochałam!
Obiad: schab/stek/indyk/kurczak + bataty + surówka lub dozwolone warzywa + owoc
Przekąska: 1/2 awokado z pomidorem (lub innym dozwolonym warzywem, natką pietruszki lub czosnkiem odrobiną oliwy) albo jem hummus
Kolacja: najczęściej sałatka, z majonezem (ale tylko odrobiną) lub oliwą z oliwek 🙂 Kroję w kosteczkę szynkę, kabanosa, biorę puszkę tuńczyka albo łososia, do tego wkrawam warzywny przegląd tygodnia, dodaję sezam/słonecznik/siemię lniane.

Tak najczęściej jem. Nie nudzi mnie ten stały repertuar. Stawiam na różnorodność w owocach i warzywach. Proporcje stosuję różne – raz dla 10 kg raz dla 20 kg, bo i apetyt mam różny, więc nie boję się okresowo tego zmieniać (np. przed miesiączką, kiedy jestem wiecznie głodna!)

Nie wiem czy to komuś coś ta opinia, ale stawiam uczciwość i rzetelną ocenę ponad wszystko 😉 Sama nie lubię mydlenia oczu w sprawie diet itp. A to nie jest dieta moim zdaniem tylko system żywienia, co podkreślałam tutaj wiele razy 😉

Hanna, 44 lata, Madryt

Na diecie jestem w tej chwili szósty tydzień. W ciągu pierwszych 5 tygodni schudłam 9 kilo, co uważam za niesamowity wynik, nawet biorąc pod uwagę ze przy okazji brałam też regulatory na nadmierna retencje wody. Co ważniejsze, widzę gigantyczne zmiany w obwodach, w pasie 12 cm mniej a w biodrach 6, reszta obwodów po 2-4 cm…. Czyli naprawdę działa!

Co ważniejsze, znikły wszelkie objawy obniżonego metabolizmu czyli zniechęcenie, zmęczenie, bezsenność mimo zmęczenia, szybkie przemęczanie się – wszystko minęło jak ręką odjął. Czuję się jak na nowych bateryjkach. 🙂

Mam zamiar być na diecie do chwili osiągnięcia albo 60 kilo albo dużych luzów w wymiarze 38.  Jeśli będzie to 8, 10 czy 14 tygodni, nieważne. Dieta mi się podoba i prawdę mówiąc chętnie bym na niej była cały czas.

Podoba mi się tydzień podzielony na fazy – każda ma swoje plusy i urozmaica tydzień żywieniowy niesamowicie. W szóstym tygodniu zaczynam mieć chętki na eksperymenty własne, zaczynam zmieniać dania z proponowanych na blogu menú, robię własne wariacje zestawów. Jak na kogoś kto ma skłonności do jedzenia w kółko to samo byle szybko i łatwo, jest to coś niespotykanego 🙂 Jednym słowem, polecam, bo warto!

Kasia, Warszawa
Wystawiam opinię na temat diety po 3 tygodniach jej stosowania. Moje uwagi:

  • schudłam 4,5 kg., co uważam za sukces,
  • dieta jest urozmaicona i na pewno nie jest się głodnym w trakcie jej stosowania, co zdarzało mi się podczas licznych prób odchudzania,
  • wprawdzie trzeba się nauczyć i przyzwaczaić do tego, co i jak jeść w poszczególnych fazach diety, ale to nie jest trudne, bo każdy w danej fazie znajdzie, coś, co lubi,
  • ja miałam ułatwione zadanie, gdyż Ewa ułożyła mi jadłospis, za co bardzo Jej dziękuję, z czasem go urozmaicałam, wiedząc już, co mi wolno, a co nie w danej fazie diety.

Reasumując: próbowałam wielu diet, od głodówek, poprzez diety w proszku typu Cambrige do diet 1000 kcal itp., ale dopiero na tej diecie „ruszyły” się moje kilogramy, poprawił się stan mojej skóry i czuję się lżejsza, bardziej energiczna. Czasami „zgrzeszę” wypijając kawę. Ale to takie małe odstępstwo. Sama się usprawiedliwiam…

Łukasz, 36 lat, Bruksela

Jestem na diecie z przerwami praktycznie od marca 2015 r. Mam teraz jakieś 86 kg, docelowo ma być 79-80. Szczerze mówiąc, nie mam raczej nadwagi, ale dużo biegam na długich dystansach, więc chcę być w niższym zakresie swojej odpowiedniej wagi – każdy kilogram liczy się dla kolan.

Moim pechem jest to, że bardzo lubię słodycze. A Belgia – kraj czekolady (i piwa!) w diecie specjalnie nie pomaga. Więc w ostatnich miesiącach przybyły mi 3-4 kg, co mnie trochę zaniepokoiło. Niestety nie byłem jak dotąd w stanie utrzymać diety przez pełne 4 tygodnie. Za pierwszym razem już po 10 dniach było -5 kg – fenomenalnie. Ale po zakończeniu 2 tygodni wyjechałem na dłuższe wakacje i sprawa się rypła, waga wróciła. Potem próbowałem jeszcze raz przez tydzień i znów 2-3 kg w dół, ale potem znów wyjazd (miałem dużo wyjazdów w tym roku). Te wszystkie efekty pomimo tego, że czasem jadłem śniadanie godzinę od wstania lub miałem krótsze/dłuższe niż zalecane przerwy między posiłkami!

W diecie podoba mi się jej różnorodność i fakt, że jedząc te posiłki, mam świadomość, że robię sobie przysługę. Jeśli się dobrze przyjrzeć, niczego tak naprawdę nie trzeba sobie odmawiać, poza nabiałem i zbyt dużą ilością rzeczy mącznych, które i tak są niezdrowe w nadmiarze. Niektóre składniki mogę w Brukseli dostać tylko w sklepach eko, a to swoje kosztuje, ale ogólnie rynek produktów bio jest tu dużo bardziej rozwinięty niż w PL, a nawet w zwykłych sklepach można dostać dużo rzeczy, po które w Polsce trzeba iść do Almy czy Piotra i Pawła.

Teraz mam miesiąc bez podróży i mocne postanowienie zakończenia diety, tzn zrobienia przynajmniej 4 tygodni. Dziękuje za wszystkie przepisy (lubię gotować, ale raczej odtwórczo niż autorsko, więc przepisy są dla mnie wybawieniem) i za wysiłek, jaki wkładasz w tę stronę. Myślę, że wielu ludziom blog szybkaprzemiana.pl będzie długo kojarzyć się z czymś, co zmieniło ich życie (w tym mojemu koledze, też Polakowi, który stronę mi polecił). Tak trzymać!P.S. Mam też aplikację na iphone’a. Pomaga w śledzeniu spożycia wody i sprawdzaniu, jakie pokarmy są danego dnia dozwolone (bo to nie jest łatwo spamiętać, nawet przy trzecim razie 🙂

Reylla, 34 lata, Łódź

Jestem na diecie od listopada 2014 r. Dowiedziałam się o niej dzięki mojej wspaniałej  sąsiadce Izuni i jej koleżance Basi – pozdrowienia dla Was 🙂
Kilogramy zdobyte w ciąży, przeróżne diety, zaniedbania ruchowe odbiły piętno na mojej sylwetce i samopoczuciu. Gdy tylko zapoznałam się z dietą ogarnęło mnie przerażenie. Zastanawiałam się kiedy znajdę czas,żeby gotować i jeść te posiłki. Poza tym zasady diety  były dla mnie dość skomplikowane.  Wtedy znalazłam blog Ewy i wielkie dzięki jej za niego, bo wyjaśnił mi wiele niejasności i ciągle wyjaśnia 🙂
Od września 2014 r. zaczęłam ćwiczyć 3-4 razy w tygodniu, niestety efekt to 1-2 kg na 2 mc. Dopiero kiedy zastosowałam dietę waga zaczęła pięknie spadać. Pierwszego dnia diety walczyłam ze strasznym bólem głowy  – a nie jestem zagorzałym kawoszem. Pomyślałam, że jak tak będzie jutro to nie dam rady. Na szczęście następnego dnia wszystko minęło. Z perspektywy czasu wiem, że popełniałam na początku diety mnóstwo błędów – np zjadłam pomidorki w 2 fazie:), jadałam pieczonego łososia w 2 fazie. Mimo tych błędów waga spadała. Po 28 dniach około  7 kg. Nie wspomniałam, że moim celem jest – 31,5 kg!!!
Pierwszy miesiąc mnie bardzo zachęcił 🙂 a na dzień dzisiejszy  jest już -24,5 kg. Uważam, że dieta jest świetna, bardzo różnorodna i pyszna. Moim największym problemem na innych dietach był brak słodyczy. Ta dieta zupełnie zaspokaja te pragnienia: ksylitol, kakao, mleko kokosowe, orzechy….i nic więcej nie potrzeba. Na tej diecie czuję, że odżywiam swoje ciało i umysł. Dzięki czemu lepiej wyglądam i szybciej myślę, rozwiązuje problemy i nie mam już problemów z koncentracja. Powiem wręcz, że mam małe ADHD. Stan ten powoduje, że bardzo często chodzę późno spać, bo mając tyle energii zbyt wcześnie nie zasnę, poza tym do późna gotuję, a kolacja o 23.00 też nie należy do rzadkości. Wiem , wiem….ostatnio doczytałam, że Haylie zaleca ostatni posiłek o 19.00. Dla mnie nierealne. Ja po prostu czekam 2 h po kolacji i idę spać. Wstawania porannego nie doświadczyłam, bo okres zimowy jest dla mnie zawsze trudny, gdyż brak słońca to problemy ze wstawaniem 🙂  
Oczywiście są też niestety wady diety- jest droga i dość skomplikowana!!! Jeśli chcemy dopieścić podniebienie pysznym jedzonkiem eko to to kosztuje. Poza tym ilości mięsa  jakie się zjada tygodniowo czasem mnie przeraża (jadłam największe porcje – 180 g mięsa i 270 g ryby). To wszystko kosztuje.
Jednak wolę wydać te pieniądze na zdrowe jedzenie niż tabletki odchudzające. Na diecie zdarzały mi się także biegunki – może to efekt dużej ilości  warzyw lub dołączenia tłuszczu w 3 fazie, może oczyszczania organizmu. Nie wiem co będzie po zakończeniu diety, bo nie wiem czy będę potrafiła wrócić do „normalnego” jedzenia. Mam teraz poczucie, że jedząc zdrowo szanuje siebie i swój organizm, więc dlaczego miałabym jeść sztuczną wędlinę czy nafaszerowane chemią chipsy. Jeszcze nie wiem, co zrobię kiedy osiągnę wymarzoną wagę. Muszę doczytać jak jeść po diecie :ppp
Chciałabym jeszcze raz podziękować Ewie za ten blog, a także Izuni i Basi za mobilizację. Uważam, że dieta jest godna polecenia każdej osobie z zaburzonym metabolizmem, ale także osobom, które chcą się zdrowo odżywiać.

Agnieszka, 44 lata, Kraków

Na diecie byłam 28 dni, schudłam 4 kg, 7 cm w pasie, 2 cm w biodrach, 2 cm w udach. Czuję się lżejsza, znacznie bardziej niż wskazuje to waga. Zaletą diety jest to, że każda monotonia trwa tylko dwa dni, a poaz tym nigdy nie byłam głodna. Brakowało mi natomiast nabiału, jestem wegetarianką i moja dieta, zwłaszcza faza druga była bardzo uboga. Zamierzam kontynuować dietę za kilka dni.
Dieta  przyspieszająca metabolizm wyróżnia się spośród innych diet tym, że jest bardziej urozmaicona, porcje są spore, sycące. Blog był pomocny, tylko dzieki niemu się za nią wzięłam. Dietę poleciłam już 3 osobom, dwie z nich już na niej chudną.

 

Isabela, 54 lata, Wrocław

W ciągu 28 dni schudłam 2,4 kg, a po 7. tygodniu – 4,1 kg.
Teraz o pozytywach diety:

  • chudnę,
  • zgubiłam trochę brzucha (to mój największy problem) i po założeniu bielizny korygującej wyglądam całkiem, całkiem 🙂
  • polubiłam ćwiczenia (brzuszki, hantle, spacery, skakanka),
  • przeprosiłam się z rowerem stacjonarnym i hula-hopem,
  • podjęłam decyzję, że w bezdeszczowe dni będę jeździła do pracy rowerem (ostatni raz robiłam to 2 lata temu) lub będę chodziła pieszo (do pracy mam ok. 3,5 km w jedną stronę),
  • zapisałam się na basen od 16 września (kocham pływanie, a ostatni raz byłam na basenie 4 lata temu),
  • jem regularnie, jak w zegarku,
  • odkryłam dzięki blogowi Ewy i książce p. Pomroy wiele ciekawych przepisów (np. czekoladowa owsianka, krem czekoladowo-orzechowy) i produktów (np. chleb esseński, ksylitol, herbata rooibos),
  • dieta pobudziła mnie do komponowania nowych potraw i samodzielnego wykonywania produktów, które z wygody dawniej kupowałam w sklepie (np. mleczko migdałowe, hummus),
  • regularnie co piątek chodzę na masaże, dzięki czemu nie tylko jestem coraz ładniejsza:) ale i bardziej zrelaksowana,
  • stałam się konsekwentna w trzymaniu się zasad diety (dawniej, przy innych dietach zdarzały mi się grzechy duże i małe, które prowadziły do katastrofy),
  • nie piję żadnego alkoholu (dawniej wino czerwone i ulubiony Jack Daniels, raz na jakiś czas, oczywiście z colą),
  • piję regularnie herbaty z mięty, pokrzywy, rumianku, skrzypu, chociaż bardzo mi brakuje zielonej herbaty,
  • brak wzdęć po fasoli, kalarepie, kapuście i innych wzdymaczach, co uważam za cud, bo przed dietą nawet po wypiciu szklanki wody mineralnej rano, mój brzuch osiągał rozmiary 6-miesięcznej ciąży.
  • planuję zakupy i nie zdarza mi się kupować czegoś, co nie jest mi potrzebne,
  • planuję ilości kupowanych produktów, więc nic mi się nie marnuje,
  • dzięki planowaniu zakupów oszczędzam więc pieniądze,
  • jestem pełna optymizmu i energii (chociaż bywały chwile zwątpienia i zniechęcenia).

To tak w skrócie.  Dziękuję Ewa za Twój blog, czytam go codziennie i zawsze znajduję we wpisach Twoich i dziewczyn coś nowego.  Życzę wszystkim Paniom powodzenia w zrzucaniu zbędnego balastu 🙂

 

Hanna, 58 lat

Mam 58 lat i niedoczynność tarczycy od wielu lat i od zawsze dużą nadwagę, stale na dietach, głodówkach i to wieczne jojo. Straciłam już nadzieję na powrót do zdrowia.
W końcu dzięki internetowi trafiłam na książkę H. Pomroy i od połowy lutego jestem na diecie, schudłam już 24 kg i chudnę dalej. System odżywiania jest bardzo atrakcyjny i NIE GŁODUJĘ tak jak do tej pory, nie mam zachcianek na coś niezdrowego. Czuję się świetnie, mam dużo energii i wyniki analiz bardzo dobre, nawet odstawiono mi lek na nadciśnienie.
Poleciłam dietę innym ludziom i już chudną, i czują się coraz lepiej.
Na tego bloga trafiłam niedawno i bardzo dziękuję, bo jest tu bardzo dużo cennych informacji.

 

Elżbieta

Witam! Na diecie jestem od 24.02.2014 schudłam przez 9 tygodni 13 kg . Dodam że w święta trochę podjadłam i miałam też ochotę na czekoladę. Podjadłam więc bez wyrzutów sumienia.

Z diety jestem bardzo zadowolona. Dodam, że chcę jeszcze schudnąć 12 kilogramów – to będzie szczyt moich marzeń. Daję sobie 2 miesiące. Do lutego nie myślałam nawet że schudnę choć 2 kg. A teraz wierzę, że uda mi się osiągnąć to, co wydawało mi się od 15 lat niemożliwe. Myślę tylko w jakim czasie to osiągnę . Poleciłam dietę wielu osobom z czystym sumieniem. Pozdrawiam wszystkich. Dam znać czy osiągnęłam swój cel.

 

Beata, 35 lat, Zielona Góra

W czasie 28 dni diety schudłam 5 kg. Nadal kontynuuję dietę, w czasie jej trwania czuje się świetnie. Pierwsze dwa dni bolała mnie głowa (odstawienie kawy).Teraz budzę się wcześnie rano około piątej i jestem już wyspana.

Na tej diecie nie jest się głodnym, chudnie się z pełnym żołądkiem.

Najgorsza jest dla mnie faza 2.  – dlatego, że nie przepadam za mięsem. Doskwiera mi też brak nabiału, brak kawy – nie ze względu na kofeinę, ale smak i aromat.

Czy ta dieta różni się czymś od innych diet? To raczej sposób odżywiania, nie dieta. Nie ma głodowania.

Bloga odkryłam, gdy skończyłam 28 dni diety, ale czytam codziennie, zawiera informacje (strona amerykańska), których nie znałam. Ponadto miło poczytać o zmaganiach innych. Dowiedziałam się też, ze wszystkie „dietowiczki” mają podobne problemy. I oczywiście fajne przepisy.

Dietę przyspieszającą metabolizm poleciłam już dwóm osobom, które ją stosują i chudną.

 

Małgosia, 60 lat, mazowieckie

Wczoraj skończyłam 4 tygodnie diety. Schudłam w sumie 4,5 kg, choć było już 4,8. Regularnie, w trzeciej fazie waga skakała do góry. Uważam, że był to dobry czas i wcale nie mam zamiaru rezygnować z takiego sposobu jedzenia, ponieważ:

  1. bardzo dobrze się czuję, mam masę energii, jasny umysł, jestem spokojna,
  2. ubrania zrobiły się luźne – mam wrażenie, że chudnę równomiernie, po trochu wszędzie,
  3. bardzo podoba mi się jedzenie 5 posiłków dziennie, w zasadzie to jest zgodne z zasadami, jakie stosowały nasze babcie i prababcie.
  4. dzięki Pomroy zrozumiałam, dlaczego przed laty zaburzyłam sobie przemianę materii – nieregularne jedzenie (np. w czasie studiów często nie jadłam przez wiele godzin, potem zapychałam się bułką i dziwiłam dlaczego nie chudnę, skoro jem tak mało) oraz żywienie się białym pieczywem i nabiałem. Bez reszty mogłam żyć. Jadłam niewiele, a mimo to zawsze trochę tłuszczyku miałam. Kolejne „wykroczenie” to rano kawa z mlekiem, a potem śniadanie po 2-3 godzinach.

Wracając do diety – uważam, że jest bardzo zrównoważona. Nie mam żadnych tzw. „smaczków”, nie czuję potrzeby jedzenia słodyczy, ani nabiału. Czuję się wypełniona i wewnętrznie spokojna.

 

Zielonygroszek, 29 lat, dolnośląskie

Na diecie przyspieszającej metabolizm schudłam 5 kg w ciągu 28 dni. Czułam się OK.
Zalety diety: faza 3, w której można jeść tłuszcze:) Ogólnie dieta ma fajne założenia – stawia na sporą ilość warzyw, wodę, dobre jakościowo mięso, wędliny, zdrowe smarowidła typu humus, masło orzechowe, awokado, olej kokosowy. Dość szybko widać rezultaty.

Wadą jest „biedna” faza 2. oraz brak możliwości picia kawy i herbaty innej niż ziołowa. Mam nadzieję, że utrzymam wagę, ale jeśli się zdarzy, że przytyję, wtedy na pewno do niej wrócę.

Dieta przyspieszająca metabolizm na pewno różni się od skrajnych diet typu kopenhaska, dukan i inne cuda na kiju. Jest od nich bardziej urozmaicona, choć też posiada ograniczenia.

 

Riverina, 53 lata, warmińsko-mazurskie

Na diecie ściśle wg wskazówek Pomroy byłam 4 tygodnie i schudłam 5 kg. Kolejne 4 tygodnie jadłam produkty wg diety, ale nie przestrzegałam ściśle faz, przytyłam z powrotem 1 kg. Biorąc pod uwagę mój wiek, to właściwie i tak sukces.

Czuję się na tyle dobrze, ze całkowicie zrezygnowałam z kawy i nabiału, energia w normie.

Dieta jest dość łatwa i do zrozumienia, i do stosowania. Jest dużo posiłków i jest dość urozmaicona. Właściwie nie ma przeszkód, żeby tak się cały czas odżywiać. Bardzo ważne jest zrozumienie roli poszczególnych faz i pokarmów. To pozwala zaadoptować dietę do warunków polskich, czyli wykorzystanie kasz popularnych w Polsce, czy chleba żytniego z ziarnami.

Dla mnie najtrudniejsze było pogodzenie diety z pracą, pamiętanie o tych przekąskach, a zwłaszcza podczas wyjazdów, w „gościach”, na konferencjach. Właśnie w marcu miałam dużo takich imprez i niestety kilka razy dietę złamałam, czyli np. wypiłam lampkę wina, zjadłam ziemniaki.

Potrzebuję schudnąć jeszcze 4 kg i dlatego zamierzam wrócić do jej ścisłego przestrzegania przez 3 tygodnie do świąt.

Bardzo żałuję, ze tak późno odkryłam bloga, bo jest na nim sporo ciekawych przepisów, podpowiedzi, no i w grupie raźniej.

Oceniam tę dietę bardzo wysoko i propaguję wśród znajomych, a także Twojego bloga.

 

Agnieszka, 39 lat, Kraków

Agnieszka na innej diecie schudła 16 kg w ciągu pół roku, a z diety przyspieszającej metabolizm skorzystała po to, żeby zrzucić ostatnie, najbardziej oporne kilogramy.

To teraz moja opinia! 🙂 Pełne 4 tygodnie mijają dziś. Podam wagę z dzisiejszego poranka, bo coś tak czuję, ze jutro będzie więcej 😉 Ale tak to się kończy świętowanie urodzin w rodzinie, zarówno wczoraj jak i dziś 🙂 Choć menu było wręcz pode mnie ustawione, ale nie przyhamowalam na ilościach…

Po 28 dniach schudłam TYLKO 2,4kg, ALE ja mam juz wlaściwe BMI, więc nadwagi jako takiej do zrzucenia nie mam. Aczkolwiek liczyłam, że zamierzone 60 kg osiagnę… Dzis na wadze było 60,6. Dietę w obecnej formie pociągnę do Świąt, liczę ze to 0,6 mnie opuści 😉

Co do opinii, dieta jest nad wyraz smaczna, genialne masła migdalowe, hummusy, kurczak curry w mleczku kokosowym. Pewnego rodzaju problemem były dla mnie ilości. Np. jablko jako drugie śniadanie spowodowałaby, ze nie doszlabym z pracy na obiad do domu. Połączyłam więc drugie śniadanie z podwieczorkiem, do pracy robię sobie sutą sałatkę owocową i jakoś mogę dotrwać do obiadu. Czyli u mnie sprawdza się system 4 posiłków. Generalnie dieta jest rozsądna, zbilansowana, je się pysznie i dużo tzw. zdrowej żywności. Czyli naprawdę to nie dieta, a sposób życia.

A właścicielce  bloga serdecznie gratuluję, bo blog jest piękny, pełen smacznych przepisów. Będę z przyjemnością wciąż do niego zaglądać szukając w nim inspiracji 🙂

Do danych statystycznych, 39 lat, 163cm. Generalnie w ciągu ostatniego pół roku schudłam 16 kg i dieta przyspieszająca metabolizm była na sam koniec, w walce z ostatnimi kilogramami. Sprawdziła się, wiec polecam ją z ręką na sercu.

 

Batka, 30 lat, Londyn

Na diecie byłam przez cale 28 dni. Wzrost 156 cm waga startowa 71,2 po diecie 67,6. Jeśli chodzi o schudnięcie to ogólnie -3,6 kg i sporo utraconych centymetrów : pod biustem -5, talia -4, biodra -11. Ubrania zrobiły się dużo luźniejsze i wyglądam naprawdę szczuplej.

Dodam, iż w tygodniu 3 nie schudłam ani grama (może miało na to wpływ lekka chwila słabości gdzie oblizałam łyżeczkę po torcie i ogromny stres i nerwy przez cala niedzielę). Poza tym nie wykonywałam ćwiczeń fizycznych w zalecanej ilości, ograniczyłam się do 1x 40 min pilates w soboty, spaceru po parku w niedziele i nic więcej.

Ogólnie nie przygotowywałam posiłków z książki, przestrzegałam porcji, lecz komponowałam posiłki sama np. zalecana ilość białka + skrobiowe + duża porcja warzyw z danej fazy. Jadłam bardzo duże ilości batatów pieczonych i na przekąskę zawsze humus zamiast orzechów. Pracuje 5 razy w tygodniu po 12,5 godziny tylko na nocnych zmianach, gdzie spożywanie 3 posiłków nie było lat we, wiec czasami moja przerwa miedzy posiłkami wynosiła 4,5 godziny.

Jestem po diecie Dukana, na której chudłam 16 kg w 3 miesiące, które wróciły po kilku latach, przy czym okazało się, że mam niedoczynność tarczycy oraz wdała mi się astma, wiec sterydy i niedoczynność tez zrobiły swoje. Byłam również na saszetkach niskokalorycznych, czyli 600 kcal na dobę przez tydzień i nie chudłam nawet grama, wiec zrezygnowałam.

Po zakończeniu diety czuje się świetnie, kawę bym wypiła, ale dla aromatu i smaku, nie dla pobudzenia, gdyż mam wystarczający poziom energii.

Największą zaleta tej diety jest urozmaicenie posiłków bez meczącego liczenia kalorii, czy odmierzania składników na wadze. Byłam u profesjonalnego dietetyka, dieta była bardzo urozmaicona, ale przygotowanie 5 posiłków dziennie, gdzie wszystko musiało być odmierzane w gramach było naprawdę bardzo meczące i zabierało dużo planowania i czasu.

Dużą zaleta jest również fakt ze odżywiamy się zdrowo i nie ma potrzeby forsowania się na siłowni, ja jestem typem leniuszka (zmiany nocne po 12,5 godz. stresująca praca umysłowa) i brak ćwiczeń każdego dnia było dla mnie błogosławieństwem. Fakt, iż ze przez 5 dni można jeść słodkie ziemniaki był dla mnie niedowierzaniem i ratował mi życie.

Nie dopatrzyłam się konkretnych wad tej diety, mogę powiedzieć, że faza 2. nie należy do moich ulubionych oraz wolałabym, aby podane ilości np. kasz czy makaronu były podane przed ugotowaniem, było by łatwiej je przyrządzać.

Dieta różni się od innych diet przede wszystkim różnorodnością, gdzie możemy jeść i kasze, makarony, słodkie ziemniaki, owoce, ze względu na 3 dni gdzie można chociażby pozwolić sobie na sadzone jajko na oliwie czy oliwę w sałatce. Brak liczenia kalorii i odmierzania określonych gramów jest również nie bez znaczenia.

Założycielka bloga jest nieoceniona w swych fachowych radach, zawsze skora do pomocy i odpowiada na wszystkie pytania i rozwiewa wszystkie wątpliwości! Chciałam jeszcze raz serdecznie podziękować za pomoc oraz polecić przestudiowanie ksiazki oraz uczestnictwo i wspólne wspieranie się na blogu.
Z czystym sumieniem polecam tę dietę każdemu.

Marta Sara, 33 lata, woj. małopolskie

Na diecie jestem od początku marca. Licząc wszystkie tygodnie to zakończyłam 20., ale ścisłej diety było 6 tygodni (zgubiłam 7 kg), a potem jak się okazuje zazwyczaj coś spoza diety dodałam.

Przez całe ten czas jadłam zgodnie z fazami, ale waga się wahała, bo czasem zjadłam ODROBINĘ nabiału, pszenicy lub pszenicy z cukrem (ciasto, kilka paluszków, raz naleśniki) – dobra wiadomość jest taka, że waga nie szła szaleńczo do góry. Wahała się w granicach -5 -6 kilo.

Na diecie jadam czasami nawet 6 posiłków, jeżeli 3 godz. po kolacji jestem głodna i nie kładę się jeszcze spać jem przekąskę zgodna z fazą – tak zaleca Pomroy. Nie zaburza to spadania wagi!
Czasem jadłam też w nocy, gdy np. miałam dłuższą przerwę w spaniu, bo dziecko mi gorączkowało lub byłam z córką w szpitalu – głód zabija metabolizm, nie jeżdżę na pustym baku 🙂

Jadłam też od początku udka kurczaka i gotowałam na nich rosół zbierając ewentualny tłuszcz – gotuję już bez skóry, wiec tłuszczu jest niewiele. Pomroy w 2. fazie podaje przepis na zupę gotowaną na CAŁYM kurczaku. Ja chudłam!!! Zupka pyszna, mięsko też lepsze po ugotowaniu niż pierś. I jadałam szynkę wieprzową pieczoną w domu. Od 5 mies. nie jadam kupnej wędliny – a jak spróbowałam, to stwierdziłam, że mi nie smakuje.

W tym tygodniu zauważyłam też bardzo szybką przemianę materii, co kojarzę z tym, że biorę probiotyk 4 Lacti (spowodowany niestety zażywaniem drugiego antybiotyku: drogi moczowe i zapalenie gardła od dzieci) – mimo silnych leków waga spada 🙂 Probiotyk zastępuje fermentowany nabiał.

I jeszcze jedna ważna rzecz. Na początku zmierzyłam zalecane obwody i robiłam to co tydzień. Dzięki temu mam rzeczywiste wyniki. Ja widzę to oczywiście po ubraniach i niektórzy znajomi mówią, że chyba schudłam. Ale nigdy bym nie wiedzała ile zrzuciłam cm…biodra -6,5 cm, tali – 10 cm, uda razem 9,5 cm (udo prawe -4,5 cm, lewe -4,7 cm), pupa -7,5 cm, ramie lewe -5,6 cm (napięty biceps jest o prawie 2 cm większy niż luźny), piersi (niestety też) – 3 cm, waga: – 7,8 kg. I jeszcze widzę, że schudłam na twarzy, co mnie ogromnie cieszy, bo policzki zaczynały się robić okrągłe! Czyli ubywa równomiernie wszędzie.

Sport: raz na tydzień biegałam zwiększając dystans w każdym tygodniu – w pierwszym tygodniu szło mi cieżko i chyba po 6 min. skończyłam, potem doszłam do 30 minut (pomijając ostatnie 3 tyg. – najpierw chore dzieci, potem zakaz wychodzenia na słońce), w 2. fazie starałam się ćwiczyć w domu różne mięśnie – niekoniecznie z obciążeniem i nie zawsze ćwiczyłam (myślę, że nie więcej niż 15 min. maksymilnie), w 3. fazie chyba zawsze był spacer, czasami krótkie wyjście w góry – ok. 1 godz.

 

 

 

 

 

Dieta przyspieszająca metabolizm jako jedyna spełniła moje oczekiwania. Przeczytaj, co o niej sądzę:

Moja opinia o diecie przyspieszającej metabolizm