Książka „Dieta przyspieszająca metabolizm” – moja opinia
Pisałam już jak oceniam najnowszą książkę Haylie Pomroy z przepisami, jednak nie wypowiadałam się jeszcze na temat jej pierwszej książki pt. „Dieta przyspieszająca metabolizm”, co nadrabiam niniejszym wpisem.
„Dieta przyspieszająca metabolizm” ukazała się w połowie stycznia 2014 nakładem wydawnictwa Burda. Niedługo potem wpadła w moje ręce i stała się przyczyną powstania tego bloga. Nie wszystko było jasne, miałam wiele wątpliwości, postanowiłam więc, aby usystematyzować informacje o diecie, zacząć o niej pisać. Zacznę jednak od plusów książki.
ZALETY
- Książka opisuje dietę, która naprawia metabolizm i pozwala zdrowo zrzucić zbędne kilogramy
To „oczywista oczywistość”, ale ile mamy diet, które przyspieszają przemianę materii, a nie ją zwalniają? Niewiele. A takich, które ją naprawiają? Jeszcze mniej. Ta książka opowiada o unikalnym, urozmaiconym systemie odżywania, pomagającym pozbyć się zbędnych kilogramów, w którym nie musimy liczyć kalorii i gdzie możemy – czy wręcz powinniśmy – najadać się do syta.
- Jest napisana w przystępny, ciekawy sposób
Książkę naprawdę przyjemnie się czyta. Nawet zagadnienia medyczne typu opis działania hormonów są omówione prostym i zrozumiałym językiem, a autorka wyjaśnia wszystko na przykładach. Niewątpliwie liczne, barwne przykłady i przenośnie są smaczkiem tej pozycji. Dodatkowo z lektury wyłania się obraz autorki jako osoby ciepłej, wspierającej i emanującej optymizmem.
- Dokładnie opisuje jak działa metabolizm i w jaki sposób odpowiednio dobrane pożywnie go nakręca
Choć po lekturze kłębią się w głowie rozmaite wątpliwości, to na pewno nie dotyczą one sposobu działania przemiany materii. Tutaj autorka odwaliła kawał dobrej roboty i szczegółowo wyjaśniła zasady działania diety poświęcając tej problematyce w sumie jakieś kilkadziesiąt stron, wcale nie zanudzając.
WADY
- Nieprzystosowanie książki do polskich realiów, choćby poprzez dodanie przypisów
Tu akurat nawalił wydawca. Książka jest amerykańska do bólu. Proponuje nam potrawy z bizona, bekonu z indyka, jícamy, mrożonego ekologicznego mango. Kto słyszał u nas o takich produktach? Brak też np. wzmianki o tym, że chleb z skiełkowanego ziarna występuje w Polsce pod nazwą chleb esseński. Proponuje nam się lunch zamiast obiadu, a obiad zamiast kolacji. Tak, tak, wg książki ostatni posiłek to obiad i ma być zjedzony do 19-ej. Co ciekawe, na okładce widnieją banany, winogrona, nabiał – produkty niedozwolone na diecie…
Zobacz także: Aminokwasy kokosowe i inne produkty niedostępne w Polsce
- Wprowadzenie nieprawdopodobnego wręcz zamieszania, jeśli chodzi o wielkość porcji ziaren i owoców
To jest rzecz, która wprowadziła wiele konsternacji i niejasności, a mnie jako autorce bloga wręcz spędzała sen z powiek. Teraz już wszystko jest jasne, ale w książce Pomroy najpierw oznajmiła, że wielkość porcji w 1. fazie to szklanka ziaren i szklanka owoców, po czym konsekwentnie we wszystkich przepisach podawała tylko po pół szklanki tych produktów na porcję (także w przepisach na swojej stronie www). Obecnie zarówno nowa książka, jak i aplikacja na iPhone’a są zgodne – ma to być szklanka.
- W tym momencie książka odrobinę się zdezaktualizowała
Jeśli opierasz się tylko na omawianej książce i nie śledzisz bloga, zajrzyj do następujących wpisów – omawiają główne zmiany w stosunku do książki:
- Prawidłowe wielkości porcji:
- Chcesz zjeść deser na diecie? Więcej ćwicz!
A Wy – czy dodalibyście jeszcze jakieś punkty do wad i zalet książki?
