
Dlaczego nie wytrzymałam na diecie keto
Dziś parę słów o diecie dość kontrowersyjnej, czyli diecie ketogenicznej, którą dalej będę nazywać dietą keto. Na czym polega? Na spożywaniu bardzo niewielu węglowodanów i dużej ilości tłuszczu, czyli jemy głównie mięso, ryby, jaja, nabiał, orzechy, oliwę, awokado oraz nieskowęglowodane warzywa i – rzadziej – owoce. Rezygnuje się z pieczywa, makaronu, ryżu, ziemniaków, cukru, słodyczy i większości owoców,
Celem jest oczywiście wejście w stan ketozy, który przestawia metabolizm na pobieranie energii z tłuszczu, powodując w ten sposób spalanie tkanki tłuszczowej.
Żeby nie było niejasności – autorka Diety Przyspieszającej Metabolizm (o której w sporej części jest ten blog), Haylie Pomroy zdecydowanie dietę keto odradza uważając ją za szkodliwą i obciążającą metabolizm.
Ja natomiast swego czasu uznałam dietę tę za dość pociągającą, przede wszystkim ze względu na łatwość stosowania. Jedyne, co trzeba robić to pilnować ilości węglowodanów, a poza tym – jesz produkty z listy w dowolnych konfiguracjach, szybko osiągając sytość. Świat omletów, ryb i mięs stoi przed Tobą otworem. I chudniesz.
Gdzie zatem tkwi haczyk?
Otóż w tym, że trzeba zrezygnować z węglowodanów, a można śmiało powiedzieć, że świat się na nich opiera. Są WSZĘDZIE i jeśli chcemy „coś” zjeść, to właśnie one są najłatwiej dostępne i najtańsze. Np. w każdej niemal miejscowości turystycznej 80% napisów na szyldach lokali gastronomicznych to: pizza, gofry, lody.
A właśnie rezygnacja z pizzy, gofrów, chleba, makaronu, ryżu, kasz i podobnych produktów to kluczowa cecha diety keto. I tu pojawia się realny problem, bo nie chodzi tylko o „zakazane” jedzenie, ale o codzienne funkcjonowanie – spontaniczne wyjścia, wyjazdy, jedzenie poza domem czy zwykłe sytuacje towarzyskie. Czy wszyscy są na to gotowi? Ja nie byłam, a już na pewno nie na dłuższą metę.
Na początku wydaje się to jeszcze do ogarnięcia – motywacja jest wysoka, wszystko jest nowe i ciekawe, a lista dozwolonych produktów daje poczucie kontroli. Z czasem jednak coraz częściej pojawia się myśl nie o słodyczach, ale o zwykłym chlebie, bułce, makaronie czy czymś mącznym „do syta”. Do tego dochodzi życie: spotkania rodzinne, wyjazdy, wakacje, jedzenie na mieście, gdzie wybór keto bywa mocno ograniczony albo wymaga ciągłego kombinowania. W pewnym momencie dieta przestaje być narzędziem, a zaczyna dominować codzienność, co dla mnie było sygnałem, że to nie jest sposób odżywiania, który chcę i mogę utrzymać długofalowo.
Do keto miałam ze dwa podejścia. Oczywiście za każdym razem zaczynałam z dużym entuzjazmem, jednak – wiadomo – z czasem dochodzi do głosu czynnik „życie” i zaczynają się problemy. Przede wszystkim pojawiała się ogromna ochota na coś „mącznego”, jak i wiele okazji zjedzenia takich rzeczy.
Oczywiście można wyjść z keto zwiększając stopniowo ilość węglowodanów (wymaga to skrupulatnego liczenia). To sytuacja idealna, bo w życiu wygląda to zazwyczaj tak, że po jakimś czasie niejedzenia węglowodanów dosłownie rzucamy się na nie.
Węglowodany kuszą na każdym kroku
Wystarczy jakaś sytuacja typu impreza, wakacje, większy stres i przerywamy dietę. Akurat w przypadku keto, w przeciwieństwie do Diety Przyspieszającej Metabolizm, przerwanie diety ma znaczenie i tam na serio zaczyna się wszystko od początku (wprowadzenie w stan ketozy). Efekt jojo przy tak gwałtownym przerwaniu diety i rzuceniu się na węglowodany jest bardzo prawdopodobny. Oczywiście można to zrobić prawidłowo, jednak wymaga to odpowiedniej wiedzy oraz dużej dawki samozaparcia i autokontroli.
Są na pewno osoby, które świetnie sobie z tym radzą i są w stanie wytrwać na keto długo, a wręcz całe życie.
Pisarka Gretchen Rubin lecąc na wakacje, kupiła na lotnisku książkę o diecie niskowęglowodanowej i zaraz po przyjeździe do hotelu, natychmiast na tę dietę przeszła, już na stałe i nigdy nie miała problemów z jej dotrzymaniem. Nie kuszą jej żadne ciastka czy bułeczki. Jednak Gretchen ma rzadki typ osobowości, co zostało potwierdzone w testach. Większość ludzi nie decyduje się na tak duże ograniczenia żywieniowe i nie chce rezygnować z tego, co jedzą inni dookoła.
Gdyby nagle zniknęły wszystkie węglowodany – dieta keto byłaby niezwykle łatwa do stosowania. Wyobraź sobie świat, w którym wszystko od początku zostało zaprojektowane w wersji keto.
Piekarnie nie pachną chlebem, tylko masłem klarowanym i prażonymi migdałami, a zamiast bułek w witrynach leżą serowe bochenki i chlebki na mące migdałowej. Na ulicach nie ma budek z goframi ani lodami – są za to stoiska z kulkami kokosowymi, kremami na bazie śmietanki i gorzkiej czekolady. W restauracjach menu zawiera wyłącznie dania takie jak np. stek z masłem ziołowym, łosoś w sosie śmietanowo-cytrynowym, jajka zapiekane z serem i warzywami czy sałatki z oliwą i orzechami.
Wtedy kompletnie nikt nie miałby problemu z zachowaniem zasad keto. Jednak w rzeczywistości węglowodany rządzą i to właśnie ich wszechobecność sprawia, że keto bywa trudne do utrzymania.
Na pewno są osoby, które dają radę wytrwać i świetnie funkcjonują, jednak nie jest to model żywienia łatwy ani naturalny do utrzymania dla większości osób w dłuższej perspektywie.
Jaką dietę wybrać?
Dlatego moim zdaniem ważny jest balans i znalezienie swojego sposobu żywienia.
Dla mnie takim sposobem jest Dieta Przyspieszająca Metabolizm, w której występuje pełna gama produktów i zmienność faz. Co prawda w fazie 2. nie je się węglowodanów, ale są to tylko 2 dni w tygodniu, co o wiele łatwiej jest przetrwać wiedząc, że przez pozostałe 5 można jeść chleb, ciasto czy chleb, w tym przez 2 dni (faza 1.) całkiem spore ilości.
Oprócz DPM jestem też fanką znacznie prostszej diety w niskim IG, np. metody Montignaca.
Sprawdź:
Tak już na zakończenie chcę podkreślić, że całkowite wyeliminowanie z diety węglowodanów to trochę wylewanie dziecka razem z kąpielą, bo przy okazji pozbawiamy się masy wartościowych produktów o wartościach prozdrowotnych. Tzw. dobre węglowodany (np. kasze czy płatki owsiane) świetnie działają na przemianę materii i ogólny stan zdrowia, o czym przekonało się wiele osób na DPM.
Takie jest przynajmniej moje zdanie na ten temat 🙂 A Ty co myślisz? Daj znać w komentarzu.
CHAOS W POSIŁKACH?
👉 ZOBACZ MÓJ E-KURS "RESET METABOLIZMU W 28 DNI"
👈
4 kg mniej oraz -6,5 cm w talii




One Comment
Irena
Duzo masz racji, ale dieta keto nie musi być tłusta. Jest keto tzw. sródziemnomorskie, gdzie jest dużo białka, lisciastych warzyw i dobrych dolewanych tłuszczy. Węglowodanów też nie musi być tak mało, jak w restrykcyjnych formach deity keto, przewidzianych dla osób chorych, jako terapia lecząca. Problem powstaje przeważnie , gdy świetujemy coś w gronie rodziny lub znajomych, no i w czasie świąt, które rządzą się swoimi tradycjami.
Ja często wracam do keto, bo łatwiej jest utrzymać deficyt kaloryczny i odczuc sprawczość na redukcji.